Przedstawiamy się sami. Jeżeli nie ma nikogo, kto mógłby dokonać prezentacji, możemy bez wahania czynić to sami, jeśli spełnimy kilka warunków, to znaczy – wyraźnie podamy imię i nazwisko: „Andrzej Miszczyk”, lub bardziej ceremonialnie: „Pozwoli pani (pan), że się przedstawię, Andrzej Miszczyk”. Osoba, do której się zwróciliśmy, czyni to samo. Nie należy mówić: „Jestem pan X”, ale po prostu podać imię i nazwisko, nie należy podawać tytułów (np. „hrabia X” czy „profesor Y”). Nazwiska poprzedzone partykułą (np. Guillaume de Ferriere) podaje się zawsze wymieniając najpierw imię lub po prostu: „Ferriere”.
Dawniej kobiety nie przedstawiały się same, odkąd jednak podjęły pracę zawodową, postępują tak samo jak mężczyźni (zaznaczmy, że zamężna Francuzka powie o sobie „madame Granger”, ale jej mąż nie używa formy „monsieur Granger” – mówi po prostu imię i nazwisko; kobiety samotne podają tylko imię i nazwisko, nigdy nie poprzedzając go słowem „panna”. Choć obecnie skłaniamy się raczej ku pewnej prostocie, kobieta może uczynić to, czego nie wypada zrobić mężczyźnie, podając swój tytuł, np.: „hrabina des Pins”).
Kiedy przedstawiamy się sami, możemy mieć wrażenie, że narzucamy się obcej osobie. Toteż zanim podejdziemy do człowieka starszego od nas wiekiem lub rangą, zorientujmy się, czy nie przerwiemy mu rozmowy, czy nie jest zajęty i czy ma ochotę nas poznać…
Można także zwrócić się do kogoś znajomego z prośbą o dokonanie prezentacji: „Drogi Adamie, czy zechciałbyś przedstawić mnie hrabinie X”, lub, jeżeli chodzi o kogoś młodszego: „Przedstaw mi, proszę, pana Y”.
Tytuły. Tytuły szlacheckie wymienia osoba dokonująca prezentacji. Pana Y przedstawiamy hrabinie X. Tytułu nie poprzedza się rzeczownikami „pan” czy „pani”. Jeżeli mężczyzna nie jest głową rodu, przedstawiając go należy wymienić imię: „hrabia Adam X”. W przypadku głowy rodu dość powiedzieć: „hrabia X”. Także nazwisko małżonki poprzedzamy imieniem męża, jeżeli ten nie jest głową rodu (np. księżna Adamowa Czartoryska), nie czynimy tego, jeżeli jest głową rodu. Wówczas wystarczy powiedzieć: „księżna X”.
Podczas mniej formalnych przyjęć, spotkań w gronie przyjaciół, w miejscach publicznych, w życiu zawodowym tytuły można pominąć. Pozostaje to kwestią taktu i wyczucia. Zawsze podaje się stopień wojskowy, np. „pułkownik Kowalski”.
Zwracając się do adwokatów, radców prawnych, notariuszy używamy grzecznościowego tytułu „mecenas”. Tytułu profesora używamy mówiąc o profesorze nauk medycznych lub profesorze szkoły wyższej (przy czym pomijamy słowo „pan”), a zatem przedstawiając osobę posiadającą ten tytuł powiemy: „profesor X”; ale przedstawiając profesora szkoły średniej powiemy: „pan Y”, dodając ewentualnie „jest nauczycielem… w liceum…”.
Przedstawiając kapłana mówimy: „ojciec X”, „ksiądz Y”.
Spośród kobiet tylko żonę marszałka (to godność, nie zaś stopień), możemy nazywać „panią marszałkową”, żonę ambasadora – „panią ambasadorową”. Zdarza się, że do małżonek wyższych urzędników, profesorów czy oficerów ktoś zwraca się, feminizując tytuł męża, zwyczaj ten jest jednak nieco przestarzały i zanika. Nie są to zwroty używane w języku oficjalnym, przetrwały niekiedy w języku potocznym.
Podstawowym nakazem savoir-vivre’u w dziedzinie przedstawiania osób, które dotąd się nie spotkały, jest troska o to, by nikogo nie urazić. Wiele osób przejawia ogromne przywiązanie do swych tytułów, toteż należy je przy tej okazji wymieniać. Inni są bardziej dyskretni. Jeżeli przedstawiamy się sami, lepsze wrażenie na nieznajomym zrobi nasza prostota.